sudety.eu / Pieszo, konno lub w lektyce

Pieszo, konno lub w lektyce




Chyba każdy był kiedyś na Śnieżce, która stanowi żelazny punkt programu wycieczek szkolnych, kolonijnych czy „wczasowych”. Przeważnie wjeżdżamy wyciągiem krzesełkowym na Kopę a stamtąd, niemalże spacerkiem, wchodzimy na szczyt. Chwila odpoczynku, herbata w schronisku, okolicznościowa pieczątka na widokówce dla znajomych... i najwyższa góra Karkonoszy "zaliczona".

 

Większość z nas nie zdaje sobie jednak sprawy, że Śnieżka jest najstarszą w Europie górą, na którą wchodzono w celach turystycznych. Podczas gdy Tatry, Pireneje, czy nawet Alpy traktowano tylko jako uciążliwe przeszkody w podróżach, Karkonosze stawały się atrakcją dla wędrowców z wielu krajów. Pierwsi śmiałkowie udawali się na Śnieżkę już w XVII wieku,

Taka wyprawa trwała kilka dni. Najpierw wynajmowano przewodnika, powóz oraz kompletowano niezbędny ekwipunek (zamożniejsi brali nawet własną pościel i zastawę). Dotarcie w rejon Karpacza Górnego nie było trudne. Potem jednak należało jechać konno lub iść pieszo, niosąc najniezbędniejsze rzeczy na własnych plecach w tzw. nosiłkach (na wygodne plecaki czekaliśmy aż do XX wieku). Nocleg zapewniały pasterskie budy, gdzie nie można było oczekiwać większych wygód niż spanie na słomie, często w jednej izbie z rodziną gospodarza. Wkrótce zaczęły się one przekształcać w schroniska, które znamy do tej pory: Samotnię, Strzechę Akademicką i inne.

Na szczycie należało stanąć na tyle wcześnie, żeby móc podziwiać wschód Słońca, który stanowił największą atrakcję dla ówczesnych turystów. Z ostatniej „bazy” wyruszano więc jeszcze w nocy, z pochodniami, co dodawało wycieczce uroku i wywoływało dreszcz emocji. Za szczęśliwe dotarcie na miejsce dziękowali wędrowcy w skromnej, barokowej Kaplicy św. Wawrzyńca. Tam też wykładano księgi pamiątkowe. Do dobrego tonu należało pozostawić w nich ślad swojego pobytu na Śnieżce – wpisywano więc okolicznościowe wiersze, opisywano, a nawet rysowano widoki z wierzchołka. W latach 1824-1854 kaplica służyła za (bardzo jednak niewygodne) schronisko.

Hrabiowie i książęta wyprawiali się w góry z całym dworem, łącznie z pokojówkami, kucharzem i osobistym kapelanem, którego modlitwy miały ochronić dostojnych podróżnych przed złymi mocami. Wierzono bowiem, że góry są ulubionym terenem działań diabłów i duchów. Szczególną sławą cieszył się Rubecal, zwany też Liczyrzepą, który uwielbiał sprowadzać turystów na manowce lub np. zsyłać na nich burzę z gradobiciem. Ci najznamienitsi wędrowcy nie zdobywali Śnieżki na własnych nogach, ani nawet konno. Specjalnie wynajęci tragarze wnosili ich na szczyt w lektykach. Po drodze zatrzymywano się na polowania lub żeby zbierać rzadkie rośliny.

U celu podróży, prócz podziwiania wschodu Słońca, czekały też inne atrakcje, które dzisiaj wydają się nam wręcz barbarzyńskie: strzelanie na wiwat, strącanie kamieni w przepaść i trąbienie, by wywołać echo.

Jeszcze bardziej zdziwi współczesnego miłośnika przyrody fakt, że na początku XIX wieku na zboczach Śnieżki działała kopalnia rudy ołowiu i miedzi. Stoki góry dostarczały też masowo specyficznej „pamiątki z Karkonoszy”: niektóre kamienie porastał glon o łacińskiej nazwie Trentepholia, który po potarciu pachniał fiołkami. „Fiołkowe kamienie” były chętnie zbierane przez turystów i miejscowych. Ci ostatni pakowali go w wyściełane mchem pudełeczka i sprzedawali przyjezdnym. W rezultacie na początku ubiegłego wieku ten rzadki glon zniknął z masywu Śnieżki.


< powrót

Przeczytaj takze:
» Śnieżka dla opornych
» Karkonoskie schroniska
» Z Norwegii na Śląsk. Świątynia Wang w Karpaczu Górnym
» Karkonoskie wycieczki wczoraj i dziś
» Droga przyjaźni w Karkonoszach
więcej
Wyszukiwarka miejsc:
pasmo górskie:
rodzaj obiektu:
podkategoria: